Moja historia
Miałem raka jądra, uzależnienie, o którym nikt nie wiedział, i życie, którego nie chciałem. Przez lata żyłem po cichu ze wstydem, w pracy, której nienawidziłem, uciekając w komfort i rzeczy, które mnie niszczyły. Rak był punktem zwrotnym. Po operacji i dziewięciu tygodniach chemii moje ciało było w rozsypce. Kiedy zacząłem je odbudowywać, zobaczyłem plakat lokalnej remizy. Trzy lata po chemioterapii zdałem egzaminy i dostałem się do państwowej straży pożarnej. Na powierzchni zmieniło się wszystko. Ale w środku nie zmieniło się nic — uzależnienia zostały, wstyd został, życie dalej się sypało. Miałem trzydzieści osiem lat, kiedy zrozumiałem, że praca marzeń niczego nie naprawiła, i postanowiłem wygrzebać się z tego tak samo, jak dostałem się do straży — codzienną, konsekwentną pracą. Wywiady, książki, notatki, treningi, medytacja, terapia. Dziś życie mam poukładane. Dom bez kredytu, ultramaraton za sobą, spokój, którego wcześniej nie znałem. Nie ma frustracji, wstydu ani lęku. Jest akceptacja i dystans. Dlatego to robię. Bo za dużo ludzi żyje tak, jak ja żyłem — i nie musi.
WIEDZA TO NIE POTĘGA. DYSCYPLINA ZMIENIA ŻYCIE.
RYTUAŁY WOJOWNIKA DAJĄ CI STRUKTURĘ